Adam Zawartka księga

Biografie » Adam Zawartka » Adam Zawartka księga

"Adam Zawartka trochę pokasłuje, bo kurzy okropnie, ale w ogóle przy swojej osiemdziesiątce trzyma się krzepko i jakby się gdzie ukazała pożarowa łuna - pośpieszy do ognia. Jakże by to było, żeby na krzyk "gore" i zew alarmowej syreny lecieli do remizy druhowie, zaś ich naczelnik siedział spokojnie na przyzbie i co najwyżej baczył, czy jego podkomendni zwijają się dość żwawo....A kiedy ostatnio uczestniczył w ogniowej potrzebie? W tym roku jeszcze nie, bo - odpukać - szczęśliwie obyło się bez pożaru w okolicy, ale ubiegłego roku sancygniowscy strażacy wyjeżdżali do ognia trzy razy a Adam Zawartka z nimi. Naczelnik powiada, że ostatnimi laty chałupy i stodoły już nie płoną tak często jak kiedyś. Dawniej to się ale paliło. Czternaście razy na rok nawet.

Co zaś do swego naczelnikowania, to Adam Zawartka rzecze, iż gotów byłby tę władzę zdać komuś. Ale cóż, w OSP w Sancygniowie doliczyły się dwudziestu siedmiu strażaków, starsi oni raczej, młodym dzisiaj w głowach inne zajęcia i sprawy niż służba pod znakiem św. Floriana. Co z niejaką melancholią obserwuje Adam Zawartka, strażak chyba od zawsze, który też ubolewa, iż taki znakomity zespół teatralny, jaki mieli przy swej sancygniowskiej straży - zgasł. Już dość dawno, prawie dziesięć lat temu. Co to był za zespół! Ile nagród, wyróżnień, dyplomów, zaproszeń na występy.

I nie ma teatru. Żal go Adamowi Zawartce bardziej niźli komukolwiek innemu, wszak to było jego ukochane dziecko. Powiada, że był w nim kierownikiem, reżyserem, suflerem, słowem - prawie wszystkim. A teatralne życie Sancygniowa ogniskowało sie wokół świetlicy, której stary strażak był kierownikiem i dosłużył się w niej renty.

Tamte czasy zaczynają być już po trosze wioskową historią i mało kto o nich wspomina, bo ludzie mają na głowach dość spraw dnia powszedniego, toteż ślady przeszłości coraz bardziej zacierają się w ludzkiej pamięci. Aby tak się jednak nie stało - Adam Zawartka chwycił za pióro, aby pozostawić świadectwo prawdy o sancygniowskich wydarzeniach.

Trzy lata temu sprawił sobie księgę. Solidną, pięknie oprawioną, z tłoczonymi złotem literami na okładce. Akurat tak sie złożyło, że Adam Zawartka zaczął mieć więcej czasu, niż zazwyczaj. Tuż przed Wigilią w dziewięćdziesiątym, dokładnie 22 grudnia, po - uwaga! - czterdziestu pięciu latach i półtora miesiącu, przestał piastować urząd sołtysa. Przestał mieć Zawartka obowiązki sołtysa, to wynalazł sobie inne. (Podczas mszy pogrzebowej Adama Zawartki, ksiądz Stanisław Pałys, opowiadając o dziadku, powiedział: "...Adam Zawartka był jedynym w swoim rodzaju człowiekiem, bowiem będąc sołtysem wsi dokładnie znał daty urodzin każdego jej mieszkańca..."). I powiada, z głowy, od razu, bez żadnych notatek - wypełnił całą księgę. Zilustrował licznymi fotografiami, wykleił wycinkami prasowymi, udokumentował listami gratulacyjnymi, różnymi pismami, podziękowaniami.

Autor nadał swej księdze charakter osobistego pamiętnika nałożonego na kronikę wsi i okolicy. Pisz więc Adam Zawartka o najdawniejszej przeszłości Sancygniowa, wspomina kolejnych dziedziców dóbr, na które ma widok z okien swego domu, pisze rzecz jasna, najwięcej o Deskurach, rodzie, który związał swe polskie dzieje z tą wsią na Ponidziu i pozostawił w niej pamiątkę swej świetności w postaci pałacu.

Pisze Zawartka o czasach okupacyjnych. Wylicza z pamięci uczestników partyzantki, (lista poległych) ale mówi, że ten rozdział będzie musiał uzupełnić. Pisze wiele o najbliższych mu sprawach straży i skupiającego sie wokół niej kulturalnego życia wioski. A kto zbłądzi w jej opłotki i szuka wiedzy o jej przeszłości - zawsze trafić musi do Zawartki, sancygniowskiego dziejopisa".

Słowo Ludu - Magazyn Świąteczny Numer 1807 - strona 16 - Autor: Jerzy Daniel

kontakt: rafalparyz@onet.eu