Zabójstwo Kuli i Koniecznego

Zobacz: Pamiatkowa Ksiega Wsi Sancygniow cz. 1, cz. 2, cz. 3, cz. 4 cz. 5 cz. 6

Czasy wojenne » Zabójstwo Kuli i Koniecznego

Nagrobek Józefa Kuli na Cmentarzu Parafialnym w Sancygniowie (2015 fot. Rafał Paryż)15 stycznia 1945 roku, działalność AK na terenie Pińczowskiego została formalnie zakończona. Z drugiej strony legalizują się i utrwalają ośrodki nowej władzy, powstałe jeszcze za okupacji (np. 27 VII 1944 r. powstał w Słaboszowie  posterunek Ludowej Straży Bezpieczeństwa; do PPR w Miechowskiem wstępuje w r. 1945 wielu AL-owców, wśród nich Norbert Michta). Po wyzwoleniu miechowskim UB organizowali liczne akcje represyjne, skierowane przeciwko byłym żołnierzom AK. Wielu AK-owców wyjechało na Ziemie Zachodnie; niektórych podstępnie zabierano w z domów i aresztowano. Jedna z takich obław na byłych żołnierzy AK została przeprowadzona z 18 na 9 X 1945 r. przez miechowski Urząd Bezpieczeństwa. Akcją objęto kilka wsi: Stepocice, Lipówkę, Sancygniów, Opatkowice, Chmielów i Działoszyce. Tadeusz Nawrot, były zołnierz AK, zabrany w tę pamiętną noc i wywieziony do Miechowa do UB, wspominał po latach: ' wtedy zabrali mnie oraz m. in. Henryka Wójcika i Antoniego Błajszczaka z Opatowic. Zawieźli nas do Słaboszowa. Około godz. trzeciej nad ranem wyszedł komendant posterunku i wskazał Kulę (wcześniej już przywiezionego), Wójcika i Franciszka Koniecznego z Chmielowa, aby wsiedli na furmankę i jechali drogę do Miechowa. Tych trzech eskortowali ubecy - Witold Śladkowski, Stanisław Chmielewski i Józef Wołozyn. Jak się później dowiedziałem, każdego z tych trzech miał zabić kto inny. Mniej więcej 10 km od Słaboszowa, w Kalinie Wielkiej, furmanka nagle skręciła w prawo, w kierunku Giebułtowa. W wądole, bitych po drodze aresztantów: Koniecznego i Kulę zakatowano na śmierć. Kulę, dla upozorowania ucieczki, :zastrzelono". (juz po śmierci). Oszczędzili jedynie Wójcika, nie wiadomo do dzisiaj dlaczego....Wójcik potem wyjechał w Koszalińskie, gdzie zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. (Prawdopodobnie w kolizji drogowej - przyp. R.P.). Ja przez 30 lat nie pokazywałem się na wsi."

Po zwłoki Józefa Kuli z Sancygniowa pojechali: Jakub Gajewicz, Stefan Zawartka i Adam Zawartka. Ten ostatni wspomina: "Pierwszy leżał konieczny. Zęby miał wybite. Naokoło porozrzucane papierosy, koszula na nim potargana, zakrwawiony, nie żył. Dziesięć metrów niżej leżał Kula, głową do ziemi, przykryty kożuchem. W kołnierzu, z tyłu głowy, dwa otwory po strzałach, chyba z bliska. Jak mówił  później lekarz z Działoszyc - Karol Grebowski, strzały padły już po śmierci. Miał kłutą ranę skroni, mózg wypłynął ... Pełno ran po całym ciele. Przyszli ludzie ze wsi. Nie chcieli nic mówić....Z Chmielowa nadjechała furmanka po Koniecznego."

Wznawiane po wojnie śledztwo przeciw zabójcom Koniecznego i Kuli nie przyniosło żadnego rezultatu. Ostatnie postępowanie prokuratorskie z r. 1993 ustaliło - po dwóch latach śledztwa - że wskazani oskarżeni (doszedł jeszcze jeden), albo nic nie pamiętają, albo wykluczają swój udział w tej zbrodni, lub też (jak Śladkowski) odmawiają zeznań ze względu na zły stan zdrowia i przedawnienie. Ostatecznie śledztwo umorzono, tłumacząc ten fakt "niewykryciem w sposób w sposób nie budzący wątpliwości motywu działania sprawców i kto tego dokonał". (podpisał prokurator z Kielc - Aleksander Zapała). W wyjaśnieniu prokuratorskim chętnie uciekano się do motywów osobistych zbrodni.

"Wieś i parafia Sancygniów. Zarys dziejów'
Edward Kula
 
     
Opublikowane: 15.11.2012 I str. 179,180,181,182,183,184.